„Salt-Run” pędził po wodzie na pełnych obrotach, z ryczącym silnikiem, a na kierownicy i panelu zapłonowym leżał rozciągnięty czterystu-funtowy drapieżnik szczytowy. Eli patrzył z przerażeniem z rufy. Przez mgłę unoszącą się nad zatoką dostrzegł neonowo-różową strzałkę usypiającą wystającą z tylnego biodra niedźwiedzia.
Wszystko od razu stało się jasne – wrzeszczący tłum, światła policyjne, nagłe upadnięcie niedźwiedzia. Władze wystrzeliły w zwierzę strzałkę usypiającą na lądzie, ale ono uciekło do morza, a środek usypiający ostatecznie sparaliżował jego organizm na pokładzie jego łodzi.
Eli chwycił ciężkie drewniane wiosło. Jego pierwszą, przerażającą reakcją było, by jakoś zepchnąć tę potężną bestię z burty prosto do morza, by ratować własne życie. Zrobił krok w stronę niedźwiedzia, celując ciężkim wiosłem w jego bok. Spojrzał jednak na strzałkę, a potem na głęboką wodę. Gdyby teraz zepchnął nieprzytomne zwierzę za burtę, zatonęłoby jak kamień i utonęłoby.