Włączyła czajnik i obserwowała ich zza kuchennej zasłony. Zauważyła, że było ich dwoje – kobieta w kapeluszu i druga dziewczyna w ogrodniczkach, która robiła przy lampie coś, co wymagało koncentracji chirurga. Oparły rower o ścianę ogrodu Edny. Był zbyt czysty, by można było nim gdziekolwiek jeździć.
Edna wypiła herbatę. Nie była zła. Była zaciekawiona w sposób, w jaki zaciekawiała się, gdy coś nie do końca miało sens – stabilna i cierpliwa, jak kot oglądający koniec sznurka po raz pierwszy. Po dziesięciu minutach dwie młode kobiety spakowały swój sprzęt do pasujących płóciennych toreb i wyszły, nie rzucając nawet okiem na dom. Bez pukania. Nie podziękowały. Żadnego potwierdzenia.
Tego wieczoru wspomniała o tym swojemu wnukowi Jamiemu. Miał dwadzieścia cztery lata, pracował w marketingu cyfrowym i miał szczególny wyraz twarzy osoby, która już dokładnie wiedziała, co zamierza opisać. Pokazał jej zdjęcie na swoim telefonie. Edna patrzyła na nie przez dłuższą chwilę. Jej drzwi wyglądały uroczo.