Dwa tygodnie później popołudniowe słońce wpadało przez szerokie okna niedawno powiększonej sali noworodkowej. Wzdłuż świeżo pomalowanej ściany stały teraz obok siebie cztery solidne łóżeczka, a w każdym z nich spało noworodki owinięte w miękkie kocyki. W pomieszczeniu panowała atmosfera pełności, ciepła i życia, a delikatne, rytmiczne odgłosy oddechu czterech zdrowych niemowląt tworzyły harmonijną całość.
Sarah i Mark stali razem w progu, obejmując się w talii, i rozglądali się po pięknym pokoju. Ich droga do tego momentu była daleka od przewidywalności – przeszli od lat bolesnej ciszy do nieoczekiwanego cudu w postaci czworaczków. Spoglądając wstecz na swoje długie oczekiwanie, zdali sobie sprawę, że każda chwila niepewności doprowadziła ich prosto do tej przytłaczającej radości.
Mark pochylił się i delikatnie pocałował Sarę w skroń, gdy jedno z dzieci wydało z siebie ciche, delikatne gaworzenie. Przez lata modlili się o choćby jedno dziecko, które mogliby kochać, a teraz ich serca i dom powiększyły się czterokrotnie. Otoczeni dodatkowymi łóżeczkami, niekończącymi się zapasami i niezrównanym wsparciem rodziny, wkroczyli w swoje nowe życie, gotowi, by wspólnie podjąć tę cudowną przygodę, jaką jest wychowywanie czworga cudownych dzieci.