Larry zajrzał latarką do ciemnego otworu wentylacyjnego, ale kanał skręcał ostro, zasłaniając źródło hałasu. Doszedłszy do wniosku, że po prostu natknął się na starą, wyrzuconą butelkę pozostawioną przez budowlańców prawie sto lat temu, założył z powrotem metalową kratkę i poszedł spać.
Jednak we wtorek rano Larry zdał sobie sprawę, że popełnił ogromny błąd. Kiedy się obudził, w sypialni panowała martwa cisza – z wyjątkiem dziwnego, cichego odgłosu dochodzącego ze ściany bocznej. Nie był to odgłos przeciekającej rury ani zwykłego osiadania domu. Był to nieustanny, rytmiczny, mechaniczny szum, przypominający wibracje dużych owadów tuż za tynkiem.
Co jeszcze dziwniejsze, przez otwór wentylacyjny zaczęła docierać delikatna, wyraźnie słodka woń starego, aromatycznego tytoniu fajkowego. W miarę upływu czasu brzęczenie stawało się coraz głośniejsze i bardziej gorączkowe, skupiając się wyłącznie w dolnej części płyty gipsowo-kartonowej, którą właśnie czyścił. Cokolwiek rozbił, wywoływało teraz gorączkowe zamieszanie wewnątrz ściany.