W piwnicy unosił się zapach kurzu i wilgotnego betonu. William przesunął stos ciężkich pudeł, czując ból w plecach. Nie był przyzwyczajony do tak ciężkiej pracy fizycznej. Zauważył mały, zaklejony taśmą karton, wciśnięty między zardzewiałe rury. Wyglądało na to, że ktoś celowo go tam schował.
W środku znalazł zdjęcie. Było czarno-białe, zblakłe do delikatnego odcienia sepii. Przedstawiało jego ojca, Henry’ego, nad jeziorem w 1943 roku. Henry był bez koszuli, uśmiechał się i trzymał na rękach niemowlę – Williama. To było dziwne. William nie pamiętał, by przez całe swoje osiemdziesiąt lat widział ojca bez koszuli.
Pochylił się w stronę światła, przytrzymując lupę nad zdjęciem. Na wewnętrznej stronie ramienia widniał ciemny ślad. To nie była plamka z urodzenia; to był atrament. Przypomniał sobie fragment filmu dokumentalnego, który obejrzał kilka miesięcy temu. Był to tatuaż wskazujący grupę krwi, stosowany przez żołnierzy w celu zapewnienia szybkiej pomocy medycznej. To pasowało, i nagle William poczuł, jak serce wali mu w piersi. Czy jego ojciec był…?