Wycieczka rozpoczęła się spokojnie. Przyjechali w piątek po południu, rozpakowali się i poszli do miasta na kolację. Następnego ranka było jasno i chłodno. Claire rozłożyła mapę szlaków na stole śniadaniowym. – A może ta? – zapytała. David spojrzał na trasę. – To najdłuższa trasa na mapie. – Claire uśmiechnęła się. – Dokładnie. Mamy cały dzień. David spakował wodę, przekąski i aparat.
Szlak był zatłoczony w pobliżu miasta, ale im wyżej się wspinali, tym robiło się spokojniej. Mijali rodziny, osoby wyprowadzające psy oraz dwóch rowerzystów pchających rowery pod górę. Z otwartego odcinka Claire dostrzegła nad wybrzeżem kilku paralotniarzy. – Znowu tam są – powiedziała. David podniósł aparat. – Poczekaj chwilę. Te kolory wyglądają niesamowicie na tle chmur. – Zrobił kilka zdjęć, po czym ruszyli dalej.
W połowie popołudnia wiatr się wzmógł. W pewnym momencie Claire zatrzymała się. „Słyszałeś to?” Zza grzbietu dobiegł głuchy odgłos. David nasłuchiwał. „Może osuwisko skalne”. Claire spojrzała w stronę klifów. „Albo coś z plaży”. Żadne z nich nie dostrzegło niczego niezwykłego. „Chodźmy” – powiedział David. „Punkt widokowy jest już blisko”. Szli dalej. Kilka minut później dotarli do miejsca, w którym David zrobił zdjęcia, które później mieli ponownie obejrzeć.