Ta świadomość uderzyła Randy'ego jak fizyczny cios, całkowicie zapierając mu dech w piersiach. Te dziwne metalowe kule, które wyciągnął z oślizgłej pułapki, wgniatając swoją łódź, ciągnąc je przez całe miasto i uderzając nimi o stalowe kowadło, były aktywnymi, niestabilnymi rodzajami broni. Ten świszczący dźwięk nie był wydostającym się powietrzem — był to wewnętrzny zapalnik opóźniający, który aktywnie spalał się w kierunku ładunku wojskowych materiałów wybuchowych.
W ciągu kilku minut ciszę panującą w miasteczku przerwał wycie syren. Radiowozy policyjne zatrzymały się gwałtownie na obu końcach przecznicy, blokując ulicę migającymi czerwonymi i niebieskimi światłami. Randy i Arthur zostali poproszeni o cofnięcie się dalej za linię bezpieczeństwa, gdy do krawężnika podjechała ciężka, opancerzona ciężarówka z jednostki ds. likwidacji materiałów wybuchowych.
Z pojazdu wysiadło dwóch techników ubranych w masywne, grube kombinezony przeciwwybuchowe. Niosąc ciężki sprzęt zabezpieczający, powoli wchodzili po schodach w kierunku gwizdającej skrzynki stojącej na ganku Arthura. Randy stał drżąc za radiowozem, a jego ręce trzęsły się niekontrolowanie, gdy nagle przypomniał sobie o pięciu pozostałych kulach, leżących zupełnie bez opieki na pokładzie jego łodzi przy miejskim molo.