Marcus jechał powoli przez zaniedbaną dzielnicę na przedmieściach, gdzie zarośnięte trawniki pochłaniały popękane chodniki. W końcu dostrzegł zrujnowany budynek, który opisała Lily – opuszczoną posiadłość z łuszczącą się niebieską farbą i zabitymi deskami oknami. Zaparkował za rogiem i cicho wkroczył w cień, by nie przyciągać niechcianej uwagi.
W środku Marcus znalazł drżącego squattera, ukrywającego się wśród porzuconych koców i śmieci. Marcus nie podniósł głosu ani nie groził mu przemocą. Zamiast tego spokojnie wyliczył stare, niezgłoszone zarzuty dotyczące wykroczeń, subtelnie grożąc mężczyźnie natychmiastowym aresztowaniem, jeśli nie odpowie na każde pytanie dotyczące osób, które ostatnio odwiedzały tę ulicę.
Przestraszony mężczyzna przyznał, że trzy dni temu widział wysokiego nieznajomego, który wyraźnie utykał i miał przy sobie tani telefon na kartę. Marcus w milczeniu odnotował ten szczegół. Daniel miał starą kontuzję kolana, która zawsze nawracała w sytuacjach stresowych. Uderzyła go zimna świadomość: Daniel żył.