Przez lata życie w mieście dawało Sarah Parker wszystko, co powinno – możliwości, wygodę i tempo, które sprawiało, że zawsze coś się działo. Z czasem jednak ten sam rytm zaczął ją męczyć. Hałas nigdy tak naprawdę nie ustał, przestrzeń zawsze wydawała się ograniczona, a nawet dom zaczął wydawać się bardziej przystankiem niż miejscem, w którym można się naprawdę zrelaksować.
To, co zaczęło się jako przelotna myśl, powoli przerodziło się w coś poważniejszego. Nie chciała tylko przerwy – chciała zupełnie innego sposobu na życie. Gdzieś ciszej. Gdzieś wolniej. Gdzieś, gdzie czułaby się jak ona.
Kiedy zapytaliśmy ją, skąd wziął się ten pomysł, Sarah powiedziała, że tak naprawdę zaczęło się od jej chłopaka, który pracuje jako architekt. Pewnego dnia mówił o powstaniu nowoczesnych domów w kształcie litery A i o tym, jak uderzająco wyglądały – proste, ostre i zupełnie inne od domów, do których większość ludzi jest przyzwyczajona. Pomysł pozostał z nią.
To właśnie wtedy myśl o budowie domku w lesie zaczęła nabierać kształtów. Nie chodziło o całkowite oderwanie się od sieci czy zniknięcie ze świata. Chodziło o stworzenie przestrzeni, która wydawała się celowa – czegoś małego, ale starannie zaprojektowanego. W rezultacie powstał efektowny dom w kształcie litery A, schowany wśród wysokich drzew, z dużymi szklanymi panelami, które wpuszczają powietrze z zewnątrz i ciepłą drewnianą konstrukcją, która naturalnie wtapia się w otoczenie.
Z zewnątrz wygląda kompaktowo. Niemal minimalistycznie. Ale jak się wkrótce przekonaliśmy, jest w nim coś więcej niż na pierwszy rzut oka. Kiedy zapytaliśmy ją, jak naprawdę wygląda życie tutaj, Sarah nie udzieliła długich wyjaśnień. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała: „Powinniście sami to zobaczyć”