Jedną z pierwszych rzeczy, o które ją zapytaliśmy, było najbardziej oczywiste pytanie – czy przestrzeń jest kiedykolwiek zbyt mała? Jest to coś, nad czym zastanawia się większość ludzi, gdy widzą taki dom. Z zewnątrz wygląda na kompaktowy, prawie jak weekendowy wypad, a nie pełnoetatowy dom. Szybko jednak podkreśliła, że nigdy nie chodziło o to, by czuć się w nim ciasno. Chodziło o wykorzystanie przestrzeni w inny sposób. Wyjaśniła, że choć powierzchnia domu jest niewielka, to jego konstrukcja wykonuje większość ciężkiej pracy.
Zamiast rozprzestrzeniać się na zewnątrz, budowała w górę. Drugie piętro, starannie schowane w stromych liniach ramy w kształcie litery A, dodaje zupełnie nową warstwę do domu. Nie tylko tworzy dodatkową przestrzeń do spania – zmienia całkowicie sposób, w jaki dom się czuje. Wysokość nadaje mu otwartości, a układ sprawia, że jest zaskakująco funkcjonalny.
Wspomniała, że wygodnie mieści nie tylko ją, ale także odwiedzającą rodzinę i przyjaciół. Zatrzymywali się tu kuzyni, przyjaciele, a nawet całe rodziny – coś, co wydawałoby się mało prawdopodobne, patrząc na to z zewnątrz.
Dla niej było to ważne. Nie chciała przestrzeni, która wydawałaby się odizolowana lub ograniczająca. Chciała czegoś, co nadal mogłoby łączyć ludzi. I według niej właśnie to robi.