Nie ma tu przełącznika, który można przełączyć i zapomnieć o wszystkim. Wszystko ma swój system. Na przykład woda nie wypływa bez końca. Przechowuje ją – około 200 litrów na raz – i uzupełnia ręcznie co kilka tygodni. Wystarczająco dużo do codziennego użytku, ale nie coś, co można zmarnować bez zastanowienia. Energia elektryczna działa w ten sam sposób. Część pochodzi z portu. Reszta zależy od tego, co sama skonfigurowała – baterie, połączenia, rzeczy, których musiała się nauczyć z czasem. „To brzmi jak dużo” – przyznała. „Ale można się do tego przyzwyczaić”
I wydaje się, że taki jest tutaj wzorzec. Nic nie jest automatyczne. Ale też nic nie wydaje się już trudne. Zapytaliśmy ją, dlaczego w ogóle zdecydowała się na taką pracę. Zatrzymała się na chwilę, jakby nie było to pytanie, na które często odpowiadała. „Czynsz był zbyt drogi” – powiedziała po prostu. Ale to nie było wszystko. Było coś jeszcze w sposobie, w jaki to opisała. Rodzaj ciszy, która nie istnieje w większości domów. Sposób, w jaki łódź lekko się porusza – coś, co odwiedzający zauważają natychmiast, ale ona już nie.
Gdy weszliśmy z powrotem do doku, nabrało to sensu. Z zewnątrz wciąż wyglądała jak stara łódź. Ale po wejściu do środka już się jej tak nie postrzega.