Kiedy zaczęła się ubierać, Ashley znów pomyślała o swojej matce, tej, która powinna być przy niej. Wyobraziła sobie jej głos, jej ręce pomagające przy zapinaniu guzików, jej ciche zapewnienie. Nieobecność była ostrzejsza niż się spodziewała, pusta przestrzeń, której żadna ilość świętowania nie mogła całkowicie wypełnić.
Przez krótką chwilę Ashley zastanawiała się, czy sprawy z Roweną mogłyby potoczyć się inaczej, gdyby obie bardziej się starały. Myśl ta minęła szybko, niemal tak szybko, jak się pojawiła. Nie było teraz czasu na rozmyślania. Dzień szedł naprzód, czy była na to gotowa, czy nie.