Jazda wydawała się dłuższa niż była. Każde czerwone światło ciągnęło się w nieskończoność. Każda znajoma ulica wyglądała źle, jakby przejeżdżała przez wersję swojego życia, która już do niej nie należała. Tyler wpatrywał się w okno, milcząc, zbyt stary, by zadawać pytania i zbyt młody, by zrozumieć odpowiedzi. Alexis patrzyła na drogę.
Próbowała określić, kiedy straciła Vincenta. Nie małżeństwo – mężczyznę. Tego, który chodził nocami po kuchni, omawiając pomysły z nerwowym podnieceniem, pytając ją o zdanie. Tego, który ufał jej we wszystkim.