Ta liczba sprawiła, że Alexis złapała oddech – nie dlatego, że była ogromna, ale dlatego, że wystarczyła na jedną rzecz, która miała znaczenie. Tyler. „To nie idzie na walkę – powiedziała natychmiast Alexis. Jej głos był teraz stanowczy.
„To jest jego. Szkoła. Przyszłość. Coś, czego nikt nie może dotknąć” Jej babcia uśmiechnęła się wtedy – mała, dumna. „Dokładnie to miałam nadzieję powiedzieć” Powiernictwo zostało ustanowione po cichu. Bez dramatu. Bez ogłaszania. Po prostu ochrona, zapieczętowana tam, gdzie ręce Vincenta nigdy nie mogły sięgnąć.