Brian nigdy nie był szczęśliwszy zostawiając jakieś miejsce za sobą. Mieszkanie było tanie we wszystkich najgorszych aspektach – kiepskie ogrzewanie, jęczące rury, cienkie ściany i zapach, który nigdy się nie ulatniał. Co gorsza, ciągle pochłaniało pieniądze, których nie miał.
Pod koniec Brian zalegał z rachunkami, miał więcej długów niż lubił o tym myśleć i jeszcze jedna podwyżka czynszu dzieliła go od prawdziwych kłopotów. Kiedy więc w końcu wniósł ostatnie pudło do małego domu na obrzeżach miasta, stanął na środku salonu i wypuścił długi oddech.