Dziura szybko się pogłębiała. Brud leciał za nogami Coopera w postaci mokrych grudek. Cokolwiek go tak pochłonęło, był na tym całkowicie skupiony. Pierwszą myślą Briana było to, że musi tam być jakieś zwierzę. Ale Cooper nie zachowywał się, jakby śledził ruch. Zachowywał się, jakby próbował dosięgnąć czegoś nieruchomego.
To było dziwniejsze. Brian obserwował go przez kolejną minutę, po czym poszedł do szopy i znalazł starą łopatę. Kiedy wrócił, Cooper wciąż rozdrapywał ten sam skrawek ziemi. „W porządku – mruknął Brian. „Ruszaj się” Odciągnął psa i sam zaczął kopać.