Powiedział sobie, że zaczyna od nowa. Ale poczucie winy nie potrzebuje paszportu. Podróżuje lekko, łatwo mieści się w klatce piersiowej i nigdy nie potrzebuje odpoczynku. Każdej nocy przed snem nadal zostawiał włączone światło na werandzie – nawyk, którego nie mógł złamać. Jakaś jego część wciąż miała nadzieję, że wróci do domu.
Nadmorskie miasto nie dbało o to, kim był. To była łaska. Richard znalazł pracę w małej firmie księgowej, gdzie nikt nie rozpoznał jego twarzy ze starych nagłówków. Nie wychylał się, niewiele mówił i wychodził, zanim ktokolwiek zdążył zaprosić go na drinka.