Wyjaśnił, że rutynowe badanie wykazało coś poważnego. „Nie byli pewni” – powiedział. Potem nastąpiły testy. Możliwości mnożyły się. Pojawiły się koszty. Mówił ostrożnie, jakby same słowa mogły wyrządzić krzywdę. Słuchając, poczuła, jak strach zmienia kształt. To już nie była zdrada, ale napierająca śmiertelność.
Powiedział jej, że nie wiedział, jak źle może być. „Zatrzymałem się w hotelu w pobliżu prywatnej kliniki. Czekałem na wyniki” – powiedział. Czekałem na pewność. Jej złość złagodniała, ale jego słowa nie zatarły poczucia wykluczenia. Słuchała ze skrzyżowanymi ramionami, rozdarta między zrozumieniem a poczuciem wykluczenia.