Za późno dowiedziała się, że jej mąż sprzedaje ich dom!

Nie było kłótni ani trzaskania drzwiami. Żadnych oczywistych zdrad czy podniesionych głosów. Brak wyraźnego ostrzeżenia zaniepokoił ją bardziej niż jakikolwiek konflikt. Oznaczało to, że żyła w erozji, obserwując, jak stabilność rozpada się bez dźwięku czy protestu.

Czuła się głupio, że nie zauważyła tego wcześniej, że zaufała wszystkiemu. Pomyliła rutynę z bezpieczeństwem, a spokój z zadowoleniem. Uświadomienie sobie tego faktu zabolało, ponieważ sugerowało, że wina leżała również po jej stronie – była zbyt skłonna zaakceptować mniej niż prawdę bez refleksji, oporu czy nalegań.