Tak dla króliczarni Willow na podwórku. Tak dla Rosalindy, która zostawała dłużej, potem zostawała na dłużej, a w końcu zostawała. Powoli dom przestawał być miejscem, w którym on i Eli przetrwali. Znów zaczął przypominać dom. Przez jakiś czas to wystarczało. Potem zaczęły się pęknięcia.
Nie duże. Po prostu małe rzeczy, które nie pasowały. Sarah zawsze nuciła podczas gotowania. Rosalind nie. Sarah w roztargnieniu sięgała po jego dłoń. Rosalind nigdy tego nie robiła, chyba że pamiętała, że powinna.