Mój syn odprowadził zagubioną dziewczynkę do domu. Kobieta, która otworzyła drzwi, była moją zmarłą żoną.

A kiedy pewnego późnego wieczoru Jack powiedział jej w kuchni, że czuje się inaczej, Rosalind spojrzała na niego z cichym bólem i powiedziała: „Straciłam osiem lat, Jack. Nie możesz prosić mnie, bym wróciła dokładnie taka sama” Uderzyło go to mocniej, niż chciał. Ponieważ było sprawiedliwe. Ponieważ to była prawda.

Bo jeśli naprawdę była Sarą, to może właśnie tak wyglądało odzyskiwanie kogoś. Złamany. Zmieniony. Prawie, ale nie całkiem taka sama. I przez chwilę to wystarczyło, by Jack w to uwierzył. Tej nocy w domu w końcu zapanowała cisza. Willow spała w pokoju gościnnym.