To nie jest Sarah. Obok niego Rosalind przesunęła się raz i usiadła. Jack długo potem nie spał. Wsłuchiwał się w jej oddech. Wsłuchiwał się w dom. Wsłuchiwał się dokładnie w moment, w którym nadzieja umarła, a jej miejsce zajęło coś zimniejszego. Następnego ranka nic nie powiedział. To była najtrudniejsza część.
Rosalind stała w kuchni i parzyła kawę, podczas gdy Willow siedziała przy stole, wymachując nogami, a Eli kłócił się z nią o to, czy króliki liczą się jako inteligentne życie. Scena była tak boleśnie zwyczajna, że Jack prawie jej nienawidził. Patrzył, jak Rosalind porusza się po kuchni z twarzą jego żony. Nalewał płatki dla syna, zastanawiając się, kto do cholery śpi w jego łóżku.