Coś niemal żałosnego. Za nimi, gdzieś na górze, rozległ się śmiech Willow. Dźwięk przeszył cały pokój. Claire też go usłyszała. Po raz pierwszy na jej twarzy pojawiło się coś na kształt wstydu. Mała. Późno. Ale było. Jack podążył za jej wzrokiem w kierunku sufitu. Potem z powrotem na nią. Jack wpatrywał się w nią. Po chwili zapytał: „A co z Willow?” Claire nie odpowiedziała.
Jack podszedł krok bliżej. „Co z nią? – powiedział. „Czy kiedykolwiek myślałaś o tym, co to z nią zrobi? Claire zacisnęła szczękę. Jack nie przestawał. „Jak dziecko może dorastać ze zmieniającą się twarzą matki? – zapytał. „Jak daleko się posunęłaś, Claire? Ile razy to robiłaś? Coś zamigotało na jej twarzy. Nie poczucie winy. Coś zimniejszego.