Odnalezienie rodziny adopcyjnej nie było łatwe. Publiczne rejestry prowadziły ją w kółko. Ale Mara była zdesperowana, jak tylko matka, która miała stracić syna po raz drugi. Była nieustępliwa w swoim pościgu, dopóki nie poznała adresu jego adopcyjnej matki.
Puls jej walił, gdy zapoznawała się ze szczegółami. Rodzina przeprowadziła się dwa razy w ciągu ostatniej dekady, ale pod jednym adresem znajdował się telefon. Przećwiczyła, co powie, ale kiedy ktoś w końcu odebrał, jej słowa się plątały. „Jestem… szukam kogoś, kto może posiadać coś, co należało do mnie…”, zaczęła.