Najpierw zmapował połączenia. Była tam placówka hodowlana. Następnie trenerzy, którzy byli wymienieni w dokumentacji. Po trzecie, nabywcy, którzy wielokrotnie pojawiali się w rejestrach sprzedaży. Każde nazwisko wydawało się zwyczajne samo w sobie, ale razem tworzyły sieć, która wydawała się zbyt skuteczna, zbyt izolowana, by mogła być przypadkowa.
Fora internetowe wypełniły to, czego nie zawierały oficjalne rejestry. Pochowane posty wspominały o „ulepszonych psach”, zawsze mimochodem, zawsze w ramach wiedzy poufnej. Język był swobodny, niemal dumny, jakby każdy czytający rozumiał implikację bez potrzeby jej przeliterowania.