Tym razem nie był sam. Wsparcie przyszło od ludzi, którzy rozumieli stawkę i dzielili się odpowiedzialnością. Sam przyjął je bez wahania, nie myląc już izolacji z uczciwością.
Jeśli chodzi o Fortune’a, przez większość popołudnia spał w słońcu, rozciągnięty i bez strachu. Był zdrowy i nieskrępowany. Nie był już produktem ani bronią, tylko psem, który przeżył prawdę na tyle długo, by pomóc ją ujawnić i w końcu żyć poza nią.