Opiekun ponownie użył określenia „tchórzliwy pies”, tym razem głośniej, jakby chciał wywołać reakcję. Sam nie przyjął tego do wiadomości. Zamiast tego skupił się na psie, który wzdrygnął się na dźwięk i jeszcze bardziej opuścił głowę, jakby samo imię miało znaczenie.
Transfer odbył się szybko, bez wojny licytacyjnej. Nie było dramatycznego momentu ratunkowego. Po prostu uzgodniono niską cenę z widoczną ulgą na twarzach opiekunów. Sam podpisał raz. Tłum już poszedł dalej, niezainteresowany teraz, gdy spektakl się skończył.