Lucy skinęła głową, choć gardło miała zbyt ściśnięte, by mówić. Cofnęła się, gdy ostrożnie poszerzył otwór, kurz wzbił się w powietrze między nimi. Kiedy w końcu wyciął na tyle duży fragment, że można było przez niego przejść, promień jego latarki ujawnił ciasne granice ukrytego pomieszczenia, ledwie szerszego niż korytarz
Harris uklęknął obok otworu, świecąc latarką w głąb komnaty. „Spójrz tutaj – powiedział cicho. „Na drugim końcu jest cienki drewniany panel – prawdopodobnie oryginalne drzwi, zapieczętowane od zewnątrz. I coś zwisa z gwoździa…” Belka zaczepiła o zardzewiały łańcuch, kołyszący się słabo, gdy poruszyło się stęchłe powietrze