To była sprawa sierocińca Świętej Heleny – pożar, który strawił połowę zachodniego akademika, zabrał jedno życie i pozostawił miasto spierające się o winę. Zaczęło się od tragedii i przerodziło w skandal, pieniądze i moralność płonęły razem na oczach opinii publicznej.
Oskarżony, Jacob Wells, pracownik obsługi technicznej, siedział cicho przy stole obrony, z przygarbionymi ramionami. Nie był obrazem winy. Wyglądał na wyczerpanego, człowieka pogrzebanego w okolicznościach zbyt ciężkich, by je podnieść.