Sherry kazała jej wszystko dokumentować. Tak też Sarah robiła – każdy paragon, każda wymiana zdań, dziennik jej zwykłego życia zamieniany w dowód. Czuła absurdalność tego: budowanie argumentów na rzecz własnej niewinności, rozliczanie się przed nikim w szczególności, na wszelki wypadek. Na wszelki wypadek stał się jej codziennym towarzyszem.
Córka kuzynki miała recital. Sherry kazała jej żyć normalnie, więc Sarah poszła. Diane tam była. Nie rozmawiały, ale Sarah obserwowała, jak jej siostra porusza się po pokoju – ciepła, zabawna, ukochana, zdolna, dzielnie radząca sobie w trudnej sytuacji z niespokojnym rodzeństwem.