Ciepła herbata parowała między nimi. Lauren wyciągnęła z szuflady zapasowe wełniane skarpety i flanelową koszulę, narzucając dodatkową kołdrę na kolana Mabel. Dłonie starszej kobiety owinęły się wokół kubka, a kolor powrócił na jej palce. Prosta uprzejmość czuła się dobrze, uspokajając je obie.
„Dziękuję, kochanie – powiedziała Mabel, jej oczy się rozjaśniły. „Nienawidzę sprawiać takich kłopotów. Powinnam była gdzieś zostać. Ale byłam pewna, że ktoś za mną stoi Powoli upiła łyk, odprężając się na krześle, jakby czekało na nią. Lauren uśmiechnęła się, podnosząc stołek. Burza na zewnątrz wydawała się teraz odległa, prawie zapomniana.