Wiatr zelżał na tyle, że zrobiło się jasno, gdy rozległo się pukanie, tym razem stanowcze. Lauren podniosła się ze stołka, wygładzając sweter i podeszła do drzwi. Przez szybę czekał dobrze ubrany mężczyzna po czterdziestce, ze śniegiem na ramionach i przepraszającym uśmiechem na twarzy.
Przekręciła zamek. „Jestem Charles Winthrop – powiedział z ulgą w głosie. „Siostrzeniec Mabel i jej opiekun. Zaginęła trzy dni temu – martwiłem się, jeżdżąc tymi drogami podczas burzy Jego oczy wpatrywały się w nią żarliwie, jakby to w nich kryły się wszystkie odpowiedzi.