Po kolejnych zapewnieniach, Mabel powoli skinęła głową. „Nie chcę sprawiać kłopotów – powiedziała cicho. Charles pomógł jej ubrać płaszcz, miarowo i uprzejmie. Lauren przyglądała się zza drzwi, jak wychodzą na światło dzienne, a Mabel zerknęła raz za siebie ze słabym, nieczytelnym uśmiechem.
Charles zatrzymał się przed wyjściem, wciskając w dłoń Lauren schludną kartkę. „Jeszcze raz dziękuję – powiedział ciepło. „Zadzwoń, jeśli przypomnisz sobie cokolwiek, o czym wspominała Mabel Jego oczy wpatrywały się w nią przez chwilę, pełne wdzięczności. Potem odjechali, a tylne światła samochodów zniknęły na zaśnieżonej drodze.