Ale uczucie chodzenia na skorupkach nigdy nie zniknęło. Stała się ostrożna w słowach, ćwiczyła się w łagodzeniu własnych reakcji. Kiedy zapomniała o czymś drobnym, wspomniał o tym jeszcze dwa razy w tym tygodniu, żartując z jej „rozproszonego mózgu” przy innych. Brzmiało to zabawnie. Osiadło to w niej jak kamień.
Pierwsze prawdziwe pęknięcie przyszło w zwykły wtorek. Telefon Damiena zapalił się na blacie, gdy brał prysznic, a na ekranie pulsowało imię, którego nie rozpoznała. Nie była typem wścibskim, powiedziała sobie. Mimo to podniosła telefon, niemal z własnej woli.