Teraz, stojąc na mokrym poboczu, Vance poczuł, że stary ciężar powraca. Kompas delikatnie kołysał się na desce rozdzielczej nieznajomego. Przeszłość dogoniła go w metalu i deszczu. Cokolwiek go czekało, wiedział, że ten przystanek był związany z Adamem w sposób, którego się nie spodziewał.
Sedan stanął na poboczu, wycieraczki ścierały deszcz powolnymi łukami. Kierowca trzymał obie ręce na widoku. Z bliska wyglądał młodziej, niż Vance początkowo myślał. Po dwudziestce. Zmęczone oczy. Nie Adam, ale na tyle podobny, że pierwsze spojrzenie wbiło się głęboko.