Mama nie ma pojęcia, dlaczego lekarze każą tacie odejść – jest przerażona tym, co się..

Przed jej drzwiami pojawił się ochroniarz, którego postawa była stanowcza, a wyraz twarzy nieczytelny. Nie odezwał się ani nie poruszył, po prostu stał jako bariera. Jego obecność nie była pocieszająca. Strażników nie przydzielano bez powodu. Żołądek Sandry opadł, rozumiejąc, że nie jest to już rutynowa procedura, ale coś zakotwiczonego w podejrzeniu lub niebezpieczeństwie.

Pracownicy wymieniali spojrzenia na korytarzu, a ich ruchy były teraz bardziej celowe. Za każdym razem, gdy Sandra próbowała złapać czyjś wzrok, odwracał się zbyt szybko. Bezsłowne napięcie czuło się duszące, owijając się wokół niej jak zacieśniająca się sieć. Wyczuwała, że przygotowują się na coś, przygotowując się na wynik, którego nie mogła przewidzieć.