Następnie wszedł lekarz, mamrocząc coś o „protokole”, a jego ton był coraz bardziej defensywny. Słowo to niosło ze sobą zimną ostateczność. Takie protokoły nie musiały istnieć w przypadku drobnych spraw; wyglądało na to, że dotyczyły poważnych zagrożeń. Puls Sandry przyspieszył, gdy wyobraziła sobie przerażające możliwości. Jaki protokół usunął ojca chwilę po porodzie?
Wyłapała słabe zakłócenia radiowe odbijające się echem od korytarza. Był oficjalny, rytmiczny i niewątpliwie autorytatywny. Ten dźwięk ją zmroził. Policja, pomyślała, albo śledczy. Serce waliło jej boleśnie, gdy wyobrażała sobie Jake’a otoczonego, przesłuchiwanego i oskarżonego o coś, czego nie mogła sobie wyobrazić. Cisza była jak potępienie.