Noc nabrzmiała do najjaśniejszego, najgłośniejszego punktu. Nauczyciele odetchnęli z ulgą, że jeszcze nic katastrofalnego się nie wydarzyło. Pary pozowały do zdjęć. Ktoś rozlał czerwony poncz w pobliżu stoiska DJ-a, powodując małe zamieszanie. Bal studniówkowy wkroczył w zamazany, złotogodzinny chaos. Wtedy to się stało.
Szmer przemknął przez salę gimnastyczną, miękki, ale wyraźny, falujący od zmieniających się głosów i wyginających się szyi. Światła reflektorów omiotły odległe okna, zbyt jasne, zbyt białe, zbyt eleganckie, by należeć do spóźnionego rodzica lub zagubionego kierowcy Ubera. Ktoś w pobliżu sceny wyszeptał: „Kto przyjeżdża na bal takim samochodem?”