Kilka minut później, kiedy rozdano karty do głosowania na bal maturalny, zmiana stała się wyraźna. Rozległy się szepty. Długopisy drapały. A kiedy ogłoszono nazwiska, ani Chase, ani Amber nie usłyszeli swoich. Oklaski były grzeczne, powściągliwe, ale każde klaśnięcie było jak cichy werdykt.
Tymczasem po drugiej stronie sali Richard nawet nie spojrzał w stronę sceny. Śmiał się cicho z czegoś, co powiedziała Shirley, zrelaksowany i uziemiony w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziała. Nie potrzebował korony. Już wygrał tę noc.