Kilka godzin później, długo po ostatnim dzwonku, przez szkołę przetoczył się inny rodzaj zamieszania. Ktoś widział jego rodziców. Nie byli spokojni czy opanowani, ale wściekli. Jego matka chciała wiedzieć, jak uczeń mógł tak po prostu „zniknąć między czwartą lekcją a zwolnieniem” Jego ojciec oskarżył personel o zaniedbanie.
Nauczyciel próbował mówić spokojnie, ale kłótnia nasiliła się, aż trzasnęły drzwi i zamknęły się żaluzje w głównym biurze. W poniedziałek rano miejsce Richarda było puste. Za każdym razem, gdy ktoś pytał, co się stało, nauczyciele udzielali tej samej, okrojonej odpowiedzi: „Skup się na swoich zajęciach, Richard nie powinien być twoim zmartwieniem” Ani „jest chory”, ani „nic mu nie jest” Tylko lekceważenie.