Chwilę później czerwone i niebieskie światła przebiły się przez burzę. Policyjne radiowozy zatrzymały się, drzwi się zatrzasnęły, a funkcjonariusze rozbiegli się z latarkami i wykrzykiwali komendy. „Ręce na widoku!” „Odsunąć się od pojazdu! Ich głosy odbijały się echem od ścian kamieniołomu.
Dan podniósł ręce i wyszedł z kabiny. Był przemoczony, trząsł się, a jego serce wciąż biło szybciej niż syreny. Jego buty ślizgały się w błocie, gdy dwóch funkcjonariuszy odciągnęło go od ciężarówki. Nie stawiał oporu, tylko oddychał, długo i nierówno, jakby nabierał powietrza.