Mimo to nieobecność nie dawała mi spokoju. Brakujący element tam, gdzie nie powinno go być. Wmawiałem sobie, że to nic takiego. Zmęczenie. Nerwy. Facet zaskoczony. Mimo to coś w sposobie, w jaki mówił, utkwiło mi w pamięci. Nie niewyraźnie. Nie zdezorientowany. Po prostu… wyłączony. Jakby obudził się w trakcie myślenia i kontynuował. Skup się, powiedziałem sobie, ściskając mocniej kierownicę, gdy skręciłem w Maple.
Wezwanie było wyraźne, gdy zbliżałem się do adresu: możliwy napad w toku, ofiara kobieta, podejrzany pieszo. Wyłączyłem światła i powoli wjechałem na drogę, skanując chodnik. Zobaczyłem ich w samą porę. Mężczyzna wyrywał torebkę kobiecie w fartuchu, której buty ślizgały się po chodniku, gdy walczyła o utrzymanie równowagi.