Połowa złapanych przez nas ludzi nigdy nie pasowała do zdjęć. Desperacja zmieniła twarze. Kobieta cofnęła się o kilka kroków, trzęsąc się, ściskając to, co zostało z jej torby, jakby mogło zniknąć, gdyby rozluźniła uścisk. Powiedziałem jej, że jest bezpieczna. Że to już koniec. Przytaknęła, łzy spływały jej po policzkach, wciąż wpatrując się w mężczyznę, jakby spodziewała się, że znów zaatakuje.
Do czasu przybycia wsparcia i przejęcia, adrenalina opadła na tyle, by pozostawić po sobie pustkę. Powiedziałem sobie, że to może być jeden z nich. Włamywacz zamienił się w bandytę, gdy schemat się wymknął. Stało się. Widzieliśmy gorsze eskalacje. Szybko dokończyłem zeznania. Zbyt szybko.