Mężczyzna idzie 20 mil do „pracy”, aż pewnego dnia podąża za nim gliniarz i widzi dlaczego

Inna przysięgała, że widziała tego samego mężczyznę kilka godzin później, biegnącego sprintem przez jej podwórko, jakby był ścigany, znikającego między domami bez oglądania się za siebie. Różne ulice. Ten sam opis. Mężczyzna na piechotę. Sam. Późna noc do wczesnych godzin porannych. Kurtka źle dobrana do pogody.

Czasami plecak, czasami nie. I sposób, w jaki wszyscy się wahali, zanim powiedzieli to samo – że było coś dziwnego w tym, jak się poruszał. Przy trzecim stwierdzeniu mój żołądek zacisnął się w coś zimnego i ciężkiego. Ponieważ każdy szczegół zgadzał się z człowiekiem, któremu pozwoliłem odejść poprzedniej nocy.