Mężczyzna idzie 20 mil do „pracy”, aż pewnego dnia podąża za nim gliniarz i widzi dlaczego

„Z relacji wielu świadków. Widziano go przemieszczającego się przez dzielnice związane z serią włamań „Nie, nie, nie, nie…” Jego oddech się zatrzymał. Oparł się o radiowóz, a ja poprowadziłam go w stronę drzwi, szlochając i wypowiadając słowa szybciej, niż był w stanie nad nimi zapanować.

„Budzę się w różnych miejscach” – powiedział łamiącym się głosem. „Nie wiem, jak się tam dostaję. Po prostu czasami się budzę” W tamtym czasie słyszałem tylko desperację. I desperacja, pomyślałem, była dokładnie tym, jak brzmiało poczucie winy.