Mężczyzna idzie 20 mil do „pracy”, aż pewnego dnia podąża za nim gliniarz i widzi dlaczego

Ale one wciąż nadchodziły. Zanim skończyliśmy papierkową robotę związaną z jednym włamaniem, kolejne zostało zgłoszone w innym miejscu w mieście. Nie mogliśmy udowodnić żadnego schematu. Tylko to samo zmęczone spojrzenie na twarzach właścicieli domów, gdy mówiliśmy im, że „będziemy mieć oko”

Dla wydziału takiego jak nasz, to wystarczyło, by wszyscy byli zdenerwowani. Potem kapitan postawił nas w stan wysokiej gotowości. Apel przestał być zwyczajny. Mapy pojawiły się na tablicy, dzielnice były okrążane i ponownie okrążane, gdy raporty się grupowały. Kazano nam być widocznymi, zwolnić, zauważać to, co do nas nie pasuje.