Nie ukrywali się za nim przez przypadek. Wykorzystywali go. Zabrałem to prosto do kapitana. Żadnych teatrzyków. Żadnej pewności. Po prostu starannie przedstawiony schemat i ryzyko, że się pomylimy, jeśli nic nie zrobimy.
Słuchał nie przerywając, przenosząc wzrok z mapy na mapę, z osi czasu na oś czasu. Kiedy skończyłam, powoli odetchnął. „Jeśli masz rację – powiedział – to goniliśmy za duchem i prawie pochowaliśmy niewinnego człowieka