Mężczyzna idzie 20 mil do „pracy”, aż pewnego dnia podąża za nim gliniarz i widzi dlaczego

„W Lincoln Lincoln było daleko stąd. Dzielnica przemysłowa nad rzeką. „Idziesz aż tam?” Zapytałem. Kiwnął głową. „Tak” „Jak daleko to jest?” Spojrzał w dół na swoje buty, a potem przed siebie na drogę. „Dwadzieścia mil” W końcu wylądował.

Dwadzieścia mil to nie był zwykły spacer. To nie było coś, co robiło się pod wpływem impulsu. „Wkrótce zaczynasz pracę?” Zapytałem. „Jakiś czas rano – powiedział. To sprawiło, że znów na niego spojrzałem. Niebo wciąż było czarne. Latarnie uliczne szumiały nad głową. Poranek był za kilka godzin. Jeśli to prawda, to był wcześnie. Zbyt wcześnie. I nie było jeszcze powodu, by tu być.