W połowie drogi Rex znów zwolnił. Jego głowa skierowała się ostro w stronę odległego rogu kościoła, gdzie na małym stoliku leżały prezenty ślubne. Zapakowane pudełka. Papier. Wstążki. Zatrzymał się, jego nozdrza rozszerzyły się, a ciało napięło się, jakby został ściągnięty z kursu.
Lucy natychmiast to wyczuła. Dostosowała swój kąt, prowadząc go do przodu bez zatrzymywania się. Rex na to pozwolił, ale jego uwaga pozostała, rzucił ostatnie spojrzenie w stronę stołu, zanim kontynuował. W pierwszych rzędach rozległ się szmer.