Lucy zaśmiała się cicho i szła dalej. Rex szedł za nią, sztywnym i rozważnym krokiem, wciąż węsząc, gdy zbliżali się do ołtarza. Lucy zmarszczyła brwi, po czym odepchnęła od siebie tę myśl. Tłumy mogą przytłoczyć nawet najlepiej wyszkolone psy K9. Wesela nie były rutynowe.
Mimo to Rex się nie rozpraszał. Świadomość tego niespokojnie osiadła w klatce piersiowej Emmy, długo po tym, jak rozbrzmiała muzyka. Przy ołtarzu Vincent zauważył wahanie. Jego uśmiech zaostrzył się tylko odrobinę, gdy jego oczy przeniosły się na psa, a potem z powrotem na Lucy. Wszyscy byli bardzo świadomi. Wszystko było wyostrzone.